Zamówienie wywozu w tej branży zaczyna się od telefonu, a kończy na fakturze wypisanej ręcznie w kabinie i segregatorze w domu. Zbudowaliśmy system, w którym klient sam widzi poziom w zbiorniku, termin, status płatności oraz komplet dokumentów, dzięki czemu przestaje dzwonić z pytaniem, kiedy przyjedziecie. Strona klienta zajęła 40 godzin, integracja z czujnikiem kolejne 20, ponieważ powstała na tym samym systemie co dyspozytornia i aplikacja kierowcy.
Tidly jest projektem własnym RapidLogic, dwustronną platformą łączącą właścicieli domów z firmami wywożącymi nieczystości. Opisaliśmy już marketplace, czyli miejsce, w którym powstaje zamówienie, dyspozytornię, w której firma układa dzień pracy, oraz aplikację kierowcy, która jedzie w kabinie. Ten wpis dotyczy okna, przez które na ten sam zestaw danych patrzy klient.
Podział między marketplace a aplikacją klienta wygląda inaczej, niż podpowiada intuicja. Marketplace jest jednym z frontendów do złożenia zamówienia, a nie osobnym produktem. Klient loguje się tym samym kontem, po złożeniu zamówienia widzi je w aplikacji, natomiast klikając w aplikacji przycisk zamówienia, wraca na marketplace. Z punktu widzenia użytkownika to jedno miejsce, które raz służy do kupienia usługi, a przez resztę czasu do jej pilnowania.
Aplikacja istnieje w dwóch postaciach: jako panel w przeglądarce oraz jako aplikacja na telefon instalowana z linku. Zakres funkcji jest w obu identyczny, ponieważ ta część systemu jest na tyle prosta, że nie było powodu jej rozdzielać. Wersja na komputer powstała dla osób, które wolą załatwić to przy biurku.
Firm, z którymi da się załatwić sprawę online, jest w tej branży od jednego do pięciu procent. Odbierają wiadomości, przyjmują płatność przelewem i odpowiadają poza godzinami pracy. Do pozostałych dziewięćdziesięciu pięciu procent trzeba zadzwonić i poprosić o termin.
Tam zaczyna się rzecz, której żaden opis funkcji nie oddaje. Numer jest zajęty, więc zostawiasz swój i czekasz na oddzwonienie. Pracujesz z domu albo masz spotkania w kalendarzu, a mimo to musisz być pod telefonem, bo nie wiadomo, kiedy ktoś oddzwoni. Kiedy w końcu się uda, po drugiej stronie słyszysz, że akurat nie ma czasu.
Po wywozie zostają dwie sprawy do domknięcia. Faktura bywa wypisywana ręcznie w kabinie samochodu, natomiast umowa, do której właściciel zbiornika jest zobowiązany przepisami, trafia do niego dopiero wtedy, gdy sam się o nią upomni. Jedno i drugie ląduje w segregatorze na półce, a przy kontroli trzeba to z tej półki wyjąć.
System zaprojektowaliśmy wokół pytań, które klient zadaje przez telefon. Każde z nich dostało własne miejsce na ekranie, dzięki czemu przestaje być powodem do dzwonienia.
Pierwszy ekran po zalogowaniu odpowiada na pytanie, które w tej usłudze jest najważniejsze. Pasek pokazuje zapełnienie zbiornika, pod nim stoi data ostatniego odczytu oraz przewidywany moment osiągnięcia pełna. Niżej trzy ostatnie zamówienia wraz z kwotą i statusem, a na dole przycisk zamówienia, który przenosi klienta na marketplace.
To jest miejsce, w którym widać sens całej platformy. Właściciel zbiornika przestaje szacować, kiedy zadzwonić, ponieważ ma tę informację przed sobą.
Pulpit odpowiada na pytanie, po które klient sięgał po telefon: ile zostało do wywozu.
Klient wybiera, skąd bierze się liczba na pulpicie: z czujnika w zbiorniku albo z historii wywozów.
Zapełnienie można pokazać na dwa sposoby i oba zbudowaliśmy. Czujnik rzeczywisty to integracja z fizycznym urządzeniem w zbiorniku, które ma otwarte API. Platforma odczytuje z niego poziom cieczy, więc pasek na pulpicie pokazuje stan faktyczny. Ta część została zbudowana i przetestowana na działającym zbiorniku.
Czujnik wirtualny jest odpowiedzią na to, że większość ludzi żadnego urządzenia w zbiorniku nie ma i nie zamierza kupować. Algorytm liczy średnią liczbę dni między wcześniejszymi opróżnieniami, sprawdza, ile dni minęło od ostatniego wywozu, dzieli jedno przez drugie i zamienia wynik na procent. Im dłużej klient korzysta z platformy, tym dokładniejszy jest ten szacunek, ponieważ historia rośnie.
Ta druga opcja jest ciekawsza biznesowo od pierwszej. Wartość, po którą normalnie trzeba kupić sprzęt, powstaje tutaj z danych, które system i tak już ma.
Widok zamówienia zbiera wszystko, co po telefonicznym ustaleniu zostawało w pamięci obu stron. Na górze zamówiona usługa wraz z pojemnością zbiornika, dodatkami oraz sumą. Niżej dane klienta i dane do faktury, adres realizacji z uwagami dojazdowymi, dane firmy, która przyjęła zlecenie, oraz status usługi wraz z metodą i statusem płatności.
Dane osobowe, dane do faktury, adres oraz szczegóły zbiornika klient podaje raz, w ustawieniach. Przy każdym kolejnym zamówieniu system wypełnia je sam, dzięki czemu znika zarówno przepisywanie, jak i pytania firmy o rzeczy, które padły już przy poprzednim wywozie.
Jedno zamówienie w całości: usługa, dane do faktury, adres z uwagami, firma oraz status płatności i realizacji.
Lista wszystkich zamówień ma filtry po zakresie dat oraz statusie, wyszukiwarkę i licznik wyników. Każdy wiersz niesie usługę, firmę, datę złożenia, termin realizacji, wartość oraz status. To jest dokładnie ten zestaw informacji, który dotąd trzeba było odtwarzać z paragonów w segregatorze.
W tym miejscu miał stanąć jeszcze eksport listy wywozów do Excela albo PDF, przydatny przy kontroli z gminy. Ta funkcja nie powstała, o czym piszemy niżej.
Historia z filtrami i wyszukiwarką. Ten sam widok działa na telefonie, w układzie pionowym.
Ekran ustawień jest w tym wpisie najbardziej szczery, ponieważ mówi sam z siebie, gdzie kończy się to, co działa. Aktywne pozycje to dane użytkownika, dane do faktury, adres oraz czujnik cieczy. Pod nimi stoją trzy wyszarzone: automatyczny wywóz, powiadomienia oraz pozostałe ustawienia.
Tak wygląda projekt zatrzymany świadomie, a nie porzucony. Fundament, na którym te trzy pozycje mają stanąć, jest gotowy, natomiast sam ruch czekał na sygnał, że produkt się przyjmie.
Trzy wyszarzone pozycje to lista rzeczy, których nie zbudowaliśmy, podana przez sam interfejs.
Największa różnica między tym, co pokazuje strona produktu, a tym, co stoi w systemie, dotyczy automatyzacji. Odczyt z czujnika działa, natomiast wszystko, co miało się dziać po przekroczeniu progu, zostało zaplanowane i odłożone.
Jak daleko zaszły testy. Konto zakładała rodzina oraz znajomi, a zamówienie przez marketplace złożyło kilka do kilkunastu osób. Integracja z czujnikiem została sprawdzona na działającym zbiorniku. Nie było wdrożenia u firmy z płacącymi klientami, ponieważ rozwój biznesowy Tidly został wstrzymany, o czym piszemy w realizacji o marketplace.
Aplikacja dla klienta powstawała równolegle z resztą platformy, na modelu danych zaprojektowanym raz. Poniżej przebieg tej części pracy.
Nie mamy tu wyników wdrożenia u płacącego przewoźnika i nie będziemy takich udawać. Mamy natomiast policzony nakład pracy, działający odczyt z urządzenia oraz działający algorytm, a to wystarczy, żeby pokazać, ile kosztuje przeniesienie klienta z telefonu do systemu.
Ta sama sytuacja powtarza się wszędzie tam, gdzie usługa jest wykonywana u klienta, wraca cyklicznie i zostawia po sobie dokument. Wywóz odpadów, wywóz gruzu oraz złomu, transport nadgabarytów, prace minikoparką, odbiór odpadów medycznych. W każdej z tych branż klient dzwoni z tym samym pytaniem, a firma odbiera ten sam telefon po raz setny w miesiącu.
Wniosek dla właściciela nie dotyczy jednak funkcji. System zdejmuje z firmy pracę, której nikt nie mierzy, ponieważ rozkłada się ona na dziesiątki, a nawet setki krótkich rozmów. Kiedy termin, status oraz faktura są widoczne bez pytania, telefon dzwoni tylko wtedy, gdy dzieje się coś nietypowego.
Drugi wniosek dotyczy kosztu. Czwarty widok na te same dane zamknął się w sześćdziesięciu godzinach, bo model danych powstał raz i obsługuje wszystkie cztery. Dzisiaj zbudowalibyśmy to jeszcze szybciej, metodą AI-assisted engineering, którą pokazujemy w realizacjach Forteca oraz Faktury.
Sama myśl o podniesieniu telefonu, żeby zamówić wywóz szamba, skręca mnie w brzuchu. Dzwonisz, jest zajęte, zostawiasz numer i czekasz na oddzwonienie, a potem słyszysz, że akurat nie ma czasu. Zbudowaliśmy system, w którym widzę poziom w zbiorniku, termin oraz fakturę, więc do nikogo nie muszę dzwonić.
System ze statusem zlecenia, historią oraz dokumentami zdejmuje z firmy dziesiątki, a nawet setki krótkich rozmów miesięcznie. W Tidly zbudowaliśmy je w sześćdziesięciu godzinach, na modelu danych, który i tak już istniał. Bezpłatny audyt cyfrowy pokaże, jak taki system mógłby wyglądać u Ciebie.
Umów bezpłatny audyt cyfrowy